POLCON 1999

Warszawa nie miała szczęścia do konwentów. Organizowane w stolicy imprezy miały tendencję do zamierania po kilku edycjach. Taki los spotkał Lata i Zimy z RPG, później przemianowane na Fantasticon, zniknęły też przezacne Soboty z fantastyką. Powody? Prawdopodobnie najważniejsze z nich to brak czasu i zniechęcenie dotychczasowych organizatorów. Na szczęście, w niektórych członkach Fandomu zapał nie zgasł i od pewnego czasu odnotować można pewne ożywienie w tej dziedzinie. Zawdzięczamy to przede wszystkim Konfederacji Fantastyki "Rassun", która przy współudziale Towarzystwa Hobbitycznego zorganizowała tegoroczny POLCON. Poprzednia taka impreza odbyła się w Warszawie dwanaście lat temu, tak dawno, że wielu młodych członków Fandomu, w tym tegoroczni organizatorzy, nie ma szans jej pamiętać.

POLCON jest najważniejszym konwentem w Polsce, a odbył się po raz czternasty. Organizacja tej klasy imprezy łączy się z wielką odpowiedzialnością, dlatego tez kluby decydujące się na ten krok muszą wcześniej zaskarbić sobie zaufanie Fandomu. Konfederacja Fantastyki "Rassun" zaufanie to zdobyła i, pomimo pewnych drobnych niedociągnięć nie zawiodła oczekiwań fanów fantastyki.

Bardzo dobrze wybrano lokalizację konwentu. Gmach Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego położony jest blisko dwóch sporych Domów Studenckich i popularnego w Warszawie Klubu Studenckiego Proxima. Nieopodal znajduje się też kino Ochota, w którym według planów miały się odbywać projekcje filmów, jednakże z różnych przyczyn organizatorzy odwołali ten punkt programu. Wielu uczestników uznało to za sporą stratę, zwłaszcza że fakt ten nie wpłynął na zmianę cen konwentowych biletów.

Bliskość dobrze zaopatrzonego lokalu sprawiła, że najważniejsze części imprezy: uroczyste otwarcie (nie mylić z początkiem konwentu) i oficjalne zakończenie (nie mylić z prawdziwym zakończeniem) odbyły się właśnie tam. Proxima jest bardzo przestronna, posiada też doskonale wyposażoną scenę koncertową. Z owej sceny pierwszego dnia, w czwartek 26 sierpnia, na cztery godziny po pierwszych spotkaniach i referatach, uroczyście ogłoszono otwarcie POLCONU'99. Następnie odbył się wspaniały, jak zawsze zresztą, koncert grupy Open Folk.

Dwa dni później, w tym samym miejscu, wręczone zostały literackie nagrody im. Janusza Zajdla za rok 1998. Nominacje w kategorii powieści otrzymały następujące książki: Krfotok Edwarda Redlińskiego, Prawdziwa historia Morgan Le Fay i Rycerzy Okrągłego Stołu Krystyny Kwiatkowskiej, Sekret Olsteriona Doroty Kaczyńskiej-Ciosk oraz Walc stulecia Rafała A. Ziemkiewicza. W kategorii opowiadania nominowano zaś utwory: A kochał ją, że strach Anny Brzezińskiej, Hochsztapler Andrzeja Pilipiuka, Operacja "Herod" Marcina Wolskiego, Pandemolium czteroosobowej formacji literackiej używającej pseudonimu Kareta Wrocławski, Serce mroku Jacka Dukaja, Władcy śniegu Feliksa W. Kresa oraz Żywa gotówka Rafała A. Ziemkiewicza.

Nagrody im. Janusza A. Zajdla otrzymali z rąk wdowy po pisarzu, Jadwigi Zajdel, Rafał A. Ziemkiewicz za wydany przez superNową Walc Stulecia, i Anna Brzezińska za opowiadanie A kochał ją, że strach wydrukowane w Magii i Mieczu nr 10/98. Wywiady z laureatami ukażą się w kolejnych numerach Feniksa.

Program POLCONU'99 był bardzo bogaty, w związku z czym trudno byłoby znaleźć miejsce na zrelacjonowanie wszystkiego po kolei (program obejmował około setki spotkań, prelekcji, warsztatów i konkursów). Niemniej warto wspomnieć o niektórych wydarzeniach.

Do niezwykle udanych punktów programu należy zaliczyć spotkanie z Andrzejem Sapkowskim. Przebiegało ono w niezwykle miłej i kulturalnej atmosferze, a autor Wiedźmina udzielił odpowiedzi na wiele zadawanym bezskutecznie od dawna pytań. Wytłumaczył między innymi kulisy swojej współpracy z Maciejem Parowskim nad scenariuszem komiksów o wiedźminie. Otóż zdradził, iż współpracy nie było tam żadnej, wedle jego słów nie robił nic, zadowalając się po prostu honorarium za adaptację. Komiks Zdrada powstał na podstawie szkicu opowiadania Szkoła wiedźminów, które nigdy nie zostało ukończone. AS polskiej fantastyki wyjaśnił też, dlaczego zakończył niegdyś karierę felietonisty w Nowej Fantastyce. Po prostu nie potrafił się dostosować do stałego rytmu dostarczania tekstów. Wtedy to też miał usłyszeć od Marka Oramusa, iż felietonista nie ważne co pisze, nie ważne jak pisze, nie ważne o czym pisze - ważne, żeby pisał na czas. Autor zapowiedział też, że na przełomie roku powinien ukazać się jego autorstwa słownik dla miłośników fantasy, oraz uchylił rąbka tajemnicy otaczającej nowopowstającą powieść. Opowiedział anegdoty na temat nieporozumień w tłumaczeniach jego dzieł na bratnie języki czeski i rosyjski, wyjaśnił też kulisy odcinkowego druku ostatniego tomu sagi w prasie codziennej.

Na terenie gmachu MiMUW panował nakaz całkowitej prohibicji. Jedynym alkoholem, który tam się pojawił, było piwo przyniesione przez Artura Szrejtera na prowadzoną przez niego prelekcji pod tytułem Homo ludens - picie i zabawy w dawnych czasach. Autor wytłumaczył, iż jest to rekwizyt niezbędny do wytłumaczenia różnicy pomiędzy dzisiejszym a średniowiecznym napojem chmielowym.

Gorąco dyskutowany był temat sposobu tłumaczenia prozy. W sobotę odbył się panel Ile wspólnego - czy lepiej czytać przekłady czy oryginały? z udziałem znanych tłumaczy: Agnieszki Sylwanowicz, Iwony Żółtowskiej, Piotra W. Cholewy i Roberta Lipskiego. Dzień wcześniej Iwona Żółtowska poprowadziła konkurs translacyjny, który wygrała znana z łamów Feniksa Agnieszka Szady.

Jako że mamy przed sobą koniec tysiąclecia cześć prelekcji nawiązywała do przepowiedni końca świata oraz wizji apokaliptycznych. Wszystko zostało zanotowane, z czasem zobaczymy, czy znajdzie potwierdzenie w życiu.

Jak zwykle liczną publiczność zebrali Rafał A. Ziemkiewicz i Eugeniusz Dębski. Doskonały kontakt z publicznością nawiązał też Tomasz Kołodziejczak, który między innymi na poczekaniu ułożył rymowankę reklamującą swoje najnowsze dzieło. Autor wyjawił, że ma w planach wznowienie powieści Krew i Kamień, jak też dopisanie do niej dwóch następnych tomów. Na razie nie wiadomo jednak, kiedy trylogia ta trafi do rąk czytelników.

Warto pochwalić organizatorów za utworzenie bloku programowego dla dzieci, któremu patronowało wydawnictwo Egmont. Najmłodsi członkowie fandomu mogli wziąć udział w specjalnie dla nich przygotowanych konkursach i spotkaniach. Rodzice bez strachu mogli pozostawić swoje pociechy pod fachową opieką i udać się na prelekcje, które mogłyby zanudzić ich dzieci (trudno przecież wymagać, by sześciolatek spokojnie usiedział na wykładzie dotyczącym teorii chaosu - on sam mógłby stać się żywym przykładem tego, co nieobliczalne).

Niewątpliwie szkoda, że spośród zapowiadanych gości z zagranicy zjawił się na POLCONIE tylko jeden, Wojciech Siudmak. Przyjemność kontaktu z wybitnym artystą dodatkowo zmniejszył fakt, że sala, w której odbyło się spotkanie, mimo swych sporych rozmiarów, nie posiadała nagłośnienia. W rezultacie osoby siedzące w dalszych rzędach, o ile nie były biegłe w czytaniu z ruchu warg, mogły potem powiedzieć, że widziały pana Siudmaka na własne oczy. I nic więcej.

Brak nagłośnienia przeszkadzał też na niektórych innych spotkaniach. Na szczęście, niektórzy prelegenci zdawali się mieć swoje własne, niewidoczne i zintegrowane z organizmem systemy wzmacniania dźwięku. Dotyczy to zwłaszcza redaktora Magii i Miecza, Miłosza, urodzonego showmana. Prowadzony przez niego konkurs "na najlepszego cthultystę" wzbudził tak wielki entuzjazm, ze jego szczegóły były na bieżąco znane nawet osobom, które znajdowały się na spotkaniu dwie sale dalej. Miłosz był też jednym z wykładowców na warsztatach dla mistrzów gry, zasłużenie zresztą, gdyż na niejednym konwencie zdobył tytuł najlepszego MG.

Można by mnożyć informacje o spotkaniach, lecz na rzetelną relację ze wszystkich konwentowych wydarzeń trzeba by było poświęcić lwią część tego numeru. Na koniec warto jedynie wspomnieć, że na spotkanie z redakcją i współpracownikami Feniksa przybyło bardzo wiele osób, pomimo, że odbyło się ono w niedzielę, 29 sierpnia, na godzinę przed południem, a więc ponad pół doby po oficjalnym zakończeniu konwentu.

Kilka słów o grach wszelakich. Jedynie LARP odbywał się na terenie gmachu MiMUW. Dla miłośników RPG, gier karcianych i figurkowych organizatorzy przygotowali sale w pobliskich Domach Studenckich. Dzięki temu sesje mogły odbywać się w kameralnym nastroju, zaś korytarze łączące sale spotkaniowe i prezentacyjne nie były zatłoczone przez grupki nie mogących znaleźć spokojnego kąta rolplejowców i karciarzy. Rozegrane zostały liczne turnieje, zarówno karciane jak i strategiczne. Na karcie ogłoszeniowej dla graczy RPG znalazła się również, a jakże, sesja MATRIX. Jak zwykle, wśród systemów królowały Warhammer, Cyberpunk 2020 i Świat Mroku, ten ostatni zwłaszcza w swym wampirzym i wilkołaczym aspekcie.

Uczestnicy konwentu otrzymali też zdradliwy (dla ich kieszeni) podarunek w postaci gratisowego zestawu kart do Magic the Gathering dla początkujących (Portal). Myślę, że niektórzy na tych kilku skromnych kartach nie poprzestali...

Jeśli mowa o podarunkach, to trzeba przyznać, że uczestników POLCONU'99 obdarowano niezwykle hojnie. Wśród licznych prezentów znalazł się też polconowy dysk CD-Rom. Można na nim znaleźć informacje na temat historii POLCONU, nagrody im. Janusza Zajdla, klubów organizujących imprezę, sponsorów i grupy Open Folk. Znalazło się tam też około trzech kwadransów ścieżki audio, zawierającej utwory tego zespołu. Miłym dodatkiem dla osób nie posiadających dostępu do internetu jest na pewno przegląd sieciowych zinów branżowych, w tym numerów archiwalnych.

Miłe wrażenie sprawił też polconowy informator. Znalazło się w nim kilka ciekawych opowiadań, fragmenty powieści Żmijowa Harfa Anny Brzezińskiej oraz pierwszy, datujący się na 1979 rok tekst Tomasza Kołodziejczaka (swoją drogą, ciekaw jestem, jak by został on dziś przyjęty w feniksowym Kąciku Złamanych Piór - czekam na odpowiedź gospodarza rubryki). Oprócz tego zamieszczony w informatorze został regulamin nagrody im. Janusza Zajdla oraz, chała za to, krótkie notki biograficzne o wszystkich nominowanych w tym roku autorach.

Pora na podsumowanie.

POLCON'99 był konwentem udanym. Co prawda często dało się słyszeć głosy, że ceny karnetów są wysokie (65 zł.) oraz jednodniowych wejściówek (20 zł; 30 zł w sobotę), jednakże w cenę tą wliczony był np. "wjazd" do "Proximy" w czwartek i sobotę oraz prawo do nabycia ulgowych biletów w tym lokalu w piątek i niedzielę. Doskonała była też kampania propagandowa na rzecz POLCON. Żaden dotąd konwent nie był tak szeroko rozreklamowany w mediach. Miejmy nadzieję, że zaprocentuje to w przyszłości.

Pamiętajmy też, że organizatorzy to ludzie młodzi, więc wszystkie tegoroczne niedociągnięcia pomogą im w przyszłości zorganizować jeszcze lepsze konwenty. I to w przyszłości niedługiej. Może wreszcie fandom warszawski obudzi się z uśpienia, czego niniejszym wszystkim życzę.

Łukasz M. Wiśniewski.


Fenix 10 (89) 1999